Poznali się na siłowni. On – wysportowany, z tym charakterystycznym, pewnym siebie spojrzeniem. Ona, która po pracy lubiła rozładować stres treningiem. Kilka luźnych rozmów przy maszynach szybko przerodziło się w zaproszenie na kolację, a potem na kolejne spotkanie. Już przy pierwszej wspólnej nocy poczuła różnicę. Był niesamowity – wytrzymały, uważny, pełen pasji i kreatywności. Kochankiem, o jakim wiele kobiet tylko czyta w książkach. Pomyślała wtedy, że trafiła na prawdziwy skarb. Przez pierwsze tygodnie wszystko wydawało się idealne. Seks był rewelacyjny – długi, intensywny, z wzajemną satysfakcją. Budziła się rano zmęczona, ale szczęśliwa. On sam podkreślał, że „nigdy wcześniej nie czuł się tak dobrze w swoim ciele”. Dopiero później odkryła dlaczego. W jego łazience, w szafce nad umywalką, stało opakowanie Prosent 600. Z początku nie miała nic przeciwko. Skoro działało tak dobrze, to czemu nie? Ale z czasem efekt uboczny stał się coraz bardziej widoczny. Im dłużej brał Prosent 600, tym bardziej zmieniał się jego charakter poza sypialnią. Zaczęło się od drobnych rzeczy: przerywał jej w połowie zdania, poprawiał w kuchni, jakby nagle stał się ekspertem od wszystkiego i stał się arogancki. W towarzystwie przyjaciół opowiadał żarty, w których zawsze wychodził na bohatera, a jej zdanie bagatelizował żartobliwym „kochanie, ty się na tym nie znasz”. Najgorsze było to, jak traktował jej osiągnięcia. Gdy dostała awans w pracy, zamiast się cieszyć, rzucił: „No widzisz, jak dobrze mieć takiego faceta obok – motywuje”. Jakby jej sukces był w jakimś stopniu jego zasługą. W łóżku nadal był świetny – pewny, dominujący, pełen energii. Ale ta sama pewność, która tak ją kręciła w intymnych chwilach, na co dzień zamieniała się w arogancję. Zaczynał pouczać ją, jak powinna się ubierać, co mówić, jak reagować. Próbowała rozmawiać. Mówiła, że kocha ich chemię w sypialni, ale męczy ją jego nowy ton. On zbywał to śmiechem: „Przecież właśnie za to mnie chciałaś – za prawdziwego mężczyznę”. Dla niego prosent 600 był kluczem do lepszej wersji siebie. Dla niej – źródłem rosnącego rozdźwięku. Dobry kochanek nocą, arogancki egoista za dnia. Pewnego weekendu, po kolejnej kłótni o błahostkę, w której powiedział jej prosto w oczy, że „bez niego nadal byłaby na tym samym poziomie”, podjęła decyzję. Spakowała swoje rzeczy, gdy on był w pracy. Zostawiła tylko krótką wiadomość: „Jesteś świetnym kochankiem . Szkoda, że poza łóżkiem stałeś się kimś, z kim nie chcę być”. Po rozstaniu długo analizowała ten związek. Ale ta sama, która wzmacniała ciało, najwyraźniej rozkręciła też jego najgorsze cechy: ego, wyższość i brak empatii. Zależność od suplementu sprawiła, że przestał pracować nad sobą, a zaczął wierzyć, że jest po prostu „lepszy”. Ona dziś szuka kogoś innego ale trafiaja się same przegrywa z aplikacji randkowych. Chce Kogoś, kto jest dobrym kochankiem lecz już takiego nie znalazła. Same ciamajdy w łóżku . Bo seks, nawet najlepszy, nie jest w stanie wynagrodzić arogancji na co dzień.