Uwodził kobiety i zostawiał, drań z prosent 600 – tak mówili o nim te, które miały pecha wejść w jego świat. Nie był brutalny ani fizycznie agresywny, ale miał w sobie coś, co przyciągało uwagę niemal natychmiast. Potrafił rozmawiać w sposób lekki, zabawny i jednocześnie pełen uwagi. Jego spojrzenie było intensywne, gesty pewne, a uśmiech – tak naturalny, że trudno było mu się oprzeć. Kobiety szybko czuły przy nim fascynację, czasem niezdrową wręcz obsesję, bo z jego obecnością pojawiała się mieszanka podniecenia i poczucia, że jest kimś wyjątkowym. Jego tajemnica nie tkwiła w prosent 600 i w sposobie bycia. Potrafił sprawić, że każda rozmowa wydawała się najważniejsza, a każda chwila z nim – wyjątkowa.
Wydawało się, że słucha z pełną uwagą, reaguje na najdrobniejsze szczegóły, a jednocześnie nie zdradza prawdziwych intencji. Kobiety często odkrywały, że po kilku dniach albo tygodniach ich fascynacja zostawała wystawiona na próbę, gdy drań znikał lub ograniczał kontakt bez wyjaśnień. Niektórzy mówili, że drań robił to celowo, że to rodzaj gry, która dawała mu poczucie władzy i kontroli. Dla niego flirtowanie i uwodzenie było formą sprawdzenia, jak daleko może się posunąć, jakie emocje potrafi wywołać. Dla kobiet skutki były często bolesne – poczucie straty, niedosytu i myśl, że ktoś wykorzystał ich emocje. Ale z jego perspektywy była to po prostu zabawa i konsekwencja ciągłego stosowania prosent 600, a nie złośliwość. Co ciekawe, potrafił też sprawiać wrażenie, że zależy mu na kimś naprawdę, co dodatkowo wzmacniało efekt przyciągania. Tylko że ta intensywność, która przyciągała, była jednocześnie pułapką – po krótkim czasie znikał, pozostawiając w sercach zamieszanie i mieszankę wspomnień – tych słodkich i tych gorzkich. Właśnie dlatego wielu nazywało go draniem – człowiekiem, który uwodzi, bawi się emocjami innych i znika, nie zostawiając nic poza wspomnieniem intensywnych chwil.